Lista poszerzyła się mocno, gdybym nie prowadził dzienniczka serwisowego to sam bym się nie połapał. Szybkie wyłapanie bieżących i możliwych w najbliższej przyszłości problemów miało jeden cel - przygotowanie cegły do wyjazdu na Bałkany. Auto spisało się na medal, jedyne co musiałem zrobić to dolać ok. 0,5 l oleju silnikowego przez 4000 km (wydaje mi się że raczej został wykapany niż spalony

). Średnie spalanie 12,4 l gazu na 100 km (automat + górskie kręte drogi). Niezależność prawie jak z kamperem, ale za to nie prowadzi się jak ciężarówka - przyjemność z jazdy po tych trasach nieziemska. W sumie nocowaliśmy 3 razy na kwaterach (tylko w miastach), 5 razy na campingach i 7 razy na dziko. Zero problemów, jedynie Chorwacja ma z tym problem (wymagają od turystów meldunku). Ogólnie w Bośni i Hercegowinie są dobrze nastawieni do obcokrajowców i Polaków w szczególności i gościnni.
Przed przekroczeniem granicy
Pierwszy nocleg na trasie - Tuzla, Bośnia i Hercegowina, po przeszło 1200 km jazdy
Ciasne parkowanie w Sarajewie
Widoki znad jeziora Jablanicko i nasze obozowisko - tu jeszcze w miejscu cywilizowanym
W górach - pierwsze podejście do wjazdu do wioski Lukomir nad kanionem rzeki Rakitnicy (od tej strony się nie udało, bałem się o hamulce i opony na zjeździe i zawróciliśmy)
Więc przenocowalismy pod skocznią olimpijską z olimpiady zimowej '84, bo czemu by nie
No i udało się wjechać do Lukomiru od drugiej strony, od strony miejscowości Bjelasnica - też ciężka droga, ale już znośna
Zabawiliśmy jeszcze trochę w Bośni i Hercegowinie i przyszedł czas na Czarnogórę - nocowaliśmy np. na poboczu drogi w pobliżu "dzikiego" zejścia do morza nad Zatoką Kotorską
Jak i na plaży przy opuszczonym gigantycznym, niedokończonym kompleksie hotelowym (mają rozmach sk...ny!)
Zahaczyliśmy też o Chorwację - nocleg na bardzo przyjemnym campingu w dawnym gaju oliwnym
Koniec końców wróciliśmy do Bośni, bo tam najlepiej, i z ciekawych miejsc nocowaliśmy jeszcze np. pod sanktuarium maryjnym

i nad jeziorem położonym na płaskowyżu ok. 1200 m.n.p.m.
No i niestety trzeba było wrócić, ale wiem już że dopóki mam to auto, namiotu nie tknę palcem
