Miałem dzisiaj z rana zabrać się za montaż zawieszenia, bez elektryki bo nie lubię tego tematu jak jasna cholera
Strasznie mi ta "zabawa" w mechanika szła opornie, nic nie pasuje, czegoś brakuje, oblałem się kawą...
O czymś zapomniałem, do "pit stopu" trzeba dymać 3 razy po narzędzia i jakieś inne duperele.
Co chwilę ktoś dzwoni, zawraca gitarę.
Fuck, gdzieś muszę jechać. Dobra zostawiam ten bajzel, jadę.
Wracam, ktoś przychodzi do garażu, pyta ile pali, który rocznik, bla.. blaa, bla.. i mnóstwo innych pytań z dupy.
Męczy płytką gadką, nic się nie klei...
Normalnie jakaś czerwona fala.
Od luźnego śniadania do obiadu nic nie zrobiłem, nic... Zostawiłem ten temat w piz#@u
Po obiedzie zająłem się czymś zupełnie innym, mostem.
Żeby szczur efektywnie wykorzystywał swoją dwustu konną stadninę do wytwarzania chmury dymu z tylnych kół, zaznaczam
kół a nie jednego koła, zamontowałem blokadę mostu która czekała na swój dzień od zeszłego roku.
Taki był plan, więc blokadę mogę odhaczyć, jest zamontowana.
Jurek jak to czytasz to pozdrawiam

Podmiana mechanizmu odbyła się w parterze. Nie powiem ze to były przyjemne chwile.
Ale już po wszystkim, jak wszystko jest zamontowane gdzie trzeba, skręcone i spalone, taka duma człowieka napełnia że normalnie... brak mi słów
Fotka na dowód że się da to zrobić bez podnośnika lub kanału.
