witam, dzisiaj miał być ten dzień !!!. ten co to wszystko będzie działać a ja będę szczęśliwie pomykać po dróżkach. Wymieniłam naprawiony alternator, więcej wymieniłam termostat bo według mnie wskaźnik pokazywał nie to co trzeba ( zamontowałam taki co to otwiera się przy 82 stopniach) no i ruszyłam. 10 km nic, jest ok

, 20 km

dalej jest ok, ładowanie działa, nic co nie powinno nie świeci. Poczułam wiatr w żaglach. Rozparłam się w fotelu, no po prostu cudnie. Zjechałam z pagórka i do lasu. Nagle ładowanie zaświeciło i w tym samym momencie jak nie walnie dymem w kabinie, siwo, smrodnie, strach

. Zjechałam na bok, wyłączyłam stacyjkę. Kluczyk się zablokował i nie da się wyjąć. To oczywiście po chwili bo najpierw wylazłam z auta i szukałam gaśnicy jakby co. Zatrzymał się !!

obywatel i spytał czy coś pomóc. Poprosiłam o klucz 10-kę żeby klemę odpiąć. Zaczęłam szukać cóż to się znowu stało

. Jak to naprawić , jak wrócić do domu na tarczy. Znalazłam paskudę a co!!!. Kabelek zapodziany przez kogoś dyndolił i przydyndolił robiąc zwarcie i niszcząc przy okazji stacyjkę. Biestia cwana była bo podlączona przed bezpiecznikiem a nie za. Wygląda na kabelek od radia, ale w sumie to nie wiem od czego to coś jest. Może ktoś coś. A taka byłam zadowolona z własnoręcznie zamontowanego alternatora i termostatu. Peszek powiecie. A więc NIE!!! Mam podejrzenie graniczące z pewnością. Jak się zepsuł alternator to akurat tuż przed uruchomieniem auta na parkingu po zakupach podszedł jegomość i chciał i zrobił fotki Olsenowi. Jak tylko odpaliłam to ciach, ładowanie nie działa. Dzisiaj naprawiłam co trzeba i piłam kawkę u znajomych a tu zatrzymują się Panowie z Taurona i robią fotki Olsenowi. Ciach i kabelek poszedł. Normalnie zmieniam mu oficjalnie imię na OLSEN WSTYDLIWY. Tylko jak tu zabronić robienia zdjęć bo nie wydolę?