W temacie dzieje się dużo, choć do końca droga daleka - dzięki ogromnej pomocy Maćka @maciek_4530 udało się auto postawić na nogi, odpalić nowy silnik... ale po kolei.
Podstawowym problemem Tomka był zakatowany silnik, który X lat stał otwarty, bez wtrysków. W efekcie zlepiło zarówno dół, jak i górę. Dołu silnika nie było co ratować, naprawę góry wyceniono na około 2000 PLN. Ponieważ głowica w roczniku 1979 jest inna, niż później (np. śruby M10 imbus zamiast M12 torx), zdecydowałem się poszukać innego silnika. Pod Poznaniem trafił się motor z rocznika 1984, jeszcze ze skrzynią BW35 i fragmentami osprzętu. @jinx podjechał obejrzeć, silnik się kręcił, miska była pęknięta. Udało się wytargować dobrą cenę, zgrać odbiór i pewnego dnia do stodoły trafił najpierw Tomek...
... a potem też i nowy silnik.
Skrzynia została dokładnie umyta, jej belka - zakonserwowana, gdzieś na allegro udało się znaleźć OEM poduszkę:
Rozbiórka silnika z Tomka ujawniła, że w 1984 założono mu nowe sprzęgło - które wyglądało na tyle dobrze, że @BASSRIDE był taki miły i oddał je do zakładu, który je odnowił
Dużym problemem okazało się być łożysko prowadzące w wale korbowym - automaty tego nie mają, manuale - owszem, to w Tomku było padnięte. Maciek znalazł jakąś metodę z pakowaniem do łożyska chleba - zadziałało. Chleb potem nawet całkiem smaczny!
Co się dało, zostało pomyte, co się nie nadawało - zostało wymienione.
Silnik powoli nabierał ciała, uzupełniany oryginalnym osprzętem - m.in. zregenerowanymi rozrusznikiem i alternatorem (ten pierwszy jest charakterystyczny dla rocznika 1979, ogromny, bez przekładni).
Zupełnym przypadkiem na Traderze trafił się inny niepełny komplet korytek - tam jednak brakowało tego dywanika, który był w Tomku, dzięki czemu udało się odtworzyć komplet:
Silnik w końcu trafił na swoje miejsce - bez osłon rozrządu, bo te są w tak przykrym stanie, że trzeba je będzie oddać do piaskowania i malowania proszkowego:
Wkład do baku wyglądał mało obiecująco:
Na szczęście problem był powierzchowny, w środku nie było wcale źle:
Ponieważ do wylania paliwa musieliśmy zdjąć bak (brak korka), został on wyczyszczony i zabezpieczony na nowo:
W międzyczasie skompletowałem lampy przednie - wyglądają bardzo sensownie:
Niemało czasu zajął przegląd reszty elektryki - ale uzyskaliśmy taki, fajny efekt:
Ze Szwecji dojechało takie fajne radio, które udało się uruchomić:
Ale na montaż jeszcze poczeka, bo jeden jedyny głośnik jest w takim stanie:
Oczywiście, żeby nie było za różowo - jedna z poduszek silnika (nówki Febi) pękła. Może to wina pracy z bublowatym trawersem? Nie wiem.
Zdecydowanie najgorsza jest awaria przekaźnika sterującego grzaniem świec. We wczesnych rocznikach są dwa różne, oczywiście żadnego nie da się od ręki dostać. Na allegro był jeden, "sprawny, wyjęty z jeżdżącego samochodu". Aha - w środku jest to:
Prześliczna rura wydechowa okazała się nie pasować, bo w 1984 zmieniono jej długość...
A kupione z metra przewody miedziane o dobranej średnicy są o kant dupy roztłuc, bo są grubościankowe; te pasujące do mocowania pod autem będą miały zawężoną średnicę wewnętrzną, te pasujące średnicą wewnętrzną nie zmieszczą się pod autem:
Przewody udało się uratować z dwóch różnych 240, choć to rozwiązanie suboptymalne (stare przewody były stalowe, a nie miedziane). Kolektor i nowa rura zamówione z Drakena. I tylko tego cholernego przekaźnika nigdzie nie ma...