Nadeszły wakacje. Trzeba było jechać.
Tym razem padło na Suwalszczyznę, wschodnią Warmię i północno-wschodnie Mazowsze.
Machnęliśmy jakieś 1500km. Drogi są tam różnej jakości: krajówki świetne, ale nudne.
Wojewódzkie przeciekawe, ale łatane po kilkadziesiąt razy i niekiedy betonowe, budowane jeszcze przed 1945.
Oczywiście wybieraliśmy te drugie.
Drogi Zielonych Płuc Polski są bardzo amerykańskie z charakteru, bo jak raz wybiorą kierunek, to potrafią jechać prosto przez wiele kilometrów. Domyślam się, że to przez niziutką gęstość zaludnienia, chociaż takie Zachodniopomorskie jest równie bezludne, a tam tego nie było.
Pocztówkowe walory krajobrazowe chyba nie są zbyt popularne wśród turystów, bo mijaliśmy niewielu kierowców na obcych tablicach.
Jeśli już, to motocyklistów: rekordzistą był Słoweniec na Hondzie Africa Twin. Musiała go nieźle boleć dupa po takiej wycieczce.
Może wszyscy się boją, że to tak daleko? Jeśli tak, to nie warto się bać, bo jest tam wspaniale i to wynagradza wszystkie niedole.
Polska jest zajebista do zwiedzania samochodem. Jest tu wszędzie stosunkowo blisko, a każdy skraj jest kompletnie inny.
Kuszą mnie dalsze wycieczki, ale po każdym takim wyjeździe myślę sobie, że na miejscu mam jeszcze tyle do odwiedzenia, że nie ma co.
Zresztą od roku nie umiem uruchomić tempomatu, więc nie będę się szarpać na jakieś autostradowe wyprawy, bo będę mieć równie obolały tyłek co wspomniany gość na Hondzie
PS. Ktoś coś pisał o piaskowaniu?