No dobra. Mały update.
Sadysta w Nowym Roku wrócił do życia! Okazało się, że zgniła wiązka do komputera - nie było sygnału do modułu zapłonowego. Od kilku dni auto jeździ, dzielnie przewozi graty z likwidowanej stajni i ogólnie - daje radę.
Na plus - bardzo dużo rzeczy jednak działa, jest to chyba jedyna cegła, w której działają mi podgrzewania foteli (no... przynajmniej kierowcy, pasażera nie sprawdzałem), pracuje klimatyzacja, układ kierowniczy chodzi leciutko. Głośniki nie są sparciałe, ogarnąłem sobie nawet pilota do radia - luksus pełną gębą. Auto jest całkiem zrywne i jeździ zaskakująco dobrze.
Na minus - rdza coraz mocniej wpiernicza lewy błotnik, układ zapłonowy trochę niedomaga, bo auto czasami chodzi nierówno. Muszę wyregulować kickdown, bo nie zawsze zrzuca biegi. Jeśli z tyłu były nivomaty - to nie podnoszą auta. Plus trochę pierdół.
Generalnie auto jest fajne, ale moim zdaniem jakość wykonania nie jest tak dobra, jak w 760.
Dentysta - stoi sobie w ogonku aut do ogarnięcia, na betonie. Muszę pocisnąć człowieka od silnika, czy coś z tego będzie. Wcześniej spróbuję zdjąć głowicę i ogarnąć kogoś, kto pomierzy blok, plus wymienić nagrzewnicę - ale do tego muszę mieć wolne stanowisko pracy, a kolejność zajmowania garażu do grzebania jest mniej więcej taka: 940 turbo, 264, zielony Escort, biały Escort, lotniskowe 240 i dopiero wtedy można myśleć o Dentyście. Ale nie chcę go odpuszczać - to fajne auto w ładnym kolorze, może mi się przydać do... eee... jeżdżenia w zimie, kiedy będę chciał jeździć Volvo, ale nie kombi. O, to ma sens.
