Pół roku minęło, czas na mały apdejt.
Kabaczek przejechał od listopada bezawaryjnie ok. 5000 km. W międzyczasie usuwam różne drobne upierdliwości, które nagromadziły się przez 24 lata eksploatacji. Z najważniejszych rzeczy, które się wydarzyły w naszym wspólnym życiu, to:
- Wymieniłem własnoręcznie na nowe katalizator (Walker) i portki (BM Catalysts - kupione przez tlumiki.eu, cena 170 zł, zobaczymy ile wytrzymają). Żeby było śmieszniej wymieniałem to w lutym na dworze, jedynie przy użyciu żaby i kobyłek, tarzając się w kałużach z roztapiającego się śniegu. Inspirujące doświadczenie.
- Zaopatrzyłem się w wymarzony zestaw kółek, tj. stalówki + oldschoolowe kołpaczki z 240. Felgi odnawiałem samodzielnie i komponuje się to wszystko z takim bezrelingowym bidokiem wg mnie bardzo fajnie.
- Trochę sam, a trochę z pomocą Mateusza, ogarnąłem mechanikę. Ze spraw okołosilnikowych do zrobienia zostało tylko ostateczne uporanie się z przygasaniem przy odpalaniu, bo niestety się okazało, że wymiana czujnika temperatury płynu ostatecznie nie wyeliminowała całkowicie problemu. Objaw został, ale w mniejszym nasileniu. Są nawet wytypowani potencjalni winowajcy, ale trzeba się będzie za to wziąć. W zawieszeniu w zasadzie na chwilę obecną nie ma za dużo do roboty - jakiś jeden nieduży luz na którymś drążku + w przyszłym miesiącu będę chciał wymienić tylne sprężyny, bo dupsko jest jednak nieco oklapnięte.
- Jeszcze w listopadzie doktoryzowałem się z budowy foteli przednich w 940. Pan Niemiec, który wcześniej jeździł tym autem, musiał być niezłym kawałem germańskiego oprawcy, bo fotel kierowcy był wypierdziany do granic możliwości, w boczku drzwi była dziura od łokcia, a gałka zmiany biegów była totalnie zmasakrowana. Gałka i boczek wleciały nowe, a fotel kierowcy składałem jeden dobry z dwóch i pół takich sobie. I tak dalej szukam szmaty na oparcie z czarnymi bokami
Ogólnie jestem mega zadowolony z Kabaczka. Dłubanie przy nim sprawia mi ogromną frajdę i satysfakcję z tego, że robię sam i nawet czasem uda mi się coś naprawić, a nie zepsuć
W majówkę wrzuciliśmy do bagażnika rowery i pojechaliśmy bez specjalnych przygotowań i brania do bagażnika połowy drugiego Volvo, do Austrii. Kabaczek trzasnął 2108 km bez specjalnej łachy. Usterki po drodze wyszły tylko dwie: niedokręcona osłona pod silnikiem, która lubiła sobie od czasu do czasu potelepać (oczywiście zanim zdiagnozowałem, że to to, to w międzyczasie zdążyłem się trochę postresować

) i rozszczelniony filterek od przewodu spryskiwacza tylnej szyby. Ogólnie rzecz biorąc - całkiem nieźle.
Jedna rzecz, która mi trochę zaczęła doskwierać, to niestety jednak trochę za mało mocy B200F... O ile po płaskim, na drogach z jednym pasem w każdą stronę, problem nie występuje, to w warunkach górsko-autostradowych, te dodatkowe 20KM by się jednak przydało. Tak więc jak kasa pozwoli, to będę chciał jeszcze w tym roku rozejrzeć się za swapem na B230FB.
Aha, czy to możliwe, żeby w B200F była szpera? Za każdym razem jak ruszam energicznie z luźnej nawierzchni, to ślady buksowania zostawiam dwa...