Przyjechało z Fryburga od pierwszej właścicielki, prosto w moje łapy (no może nie prosto, bo przeszło przez łapy handlarza i przez warsztat saabauto).
Technicznie: Wyprodukowany w '97, wg VIN-u '98, B230FK, nalatane 367.000 km. Czyli się dobrze dotarł
Wóz był dość mocno zapuszczony i zaszczurzony, ale ponieważ ma wg mnie potencjał i jest praktycznie dokładnie w takiej konfiguracji, jaką zawsze chciałem mieć, to nie myślałem długo, sprzedałem Kabaczka i kupiłem.
Na chwilę obecną jestem w trakcie doprowadzania fury do satysfakcjonującego mnie stanu wizualnego i technicznego: po pakiecie startowym u Mateusza (rozrząd, olej + filtry, układ zapłonowy, hamulce, klimatyzacja, tylne sprężyny), wymieniłem jeszcze czujnik temperatury płynu i termostat. Trzeba jeszcze przyjrzeć się przodowi (jest wg mnie trochę luzu na układzie kierowniczym + czasem coś se stuknie na dziurach), znaleźć przyczynę ubytku oleju i płynu chłodzącego (głowica jest szczelna) i zrobić coś ze stukającą dwumasą, która strasznie mnie irytuje. Oprócz tego ogarniam se powoli kosmetykę: wymieniam żaróweczki, plasticzki i takie tam. Generalnie jest coraz lepiej.
Z wypasem też nieźle. Ma szklany szyber, manualną klimatyzację, kratę, roletę i snowcap. Bajdełej: czy rzeczywiście jest tak, że do mostu 1031 wkładali LSD tylko do 91 roku i w mk2 taka konfiguracja jest niemożliwa? Bo jak się wygłupiam na szuterkach, to szurają mi równo obydwa kółka
Aha, po zakupie wsiedliśmy w furę i zrobiliśmy ponad 3300 km. Volvo świetnie zastępowało nam kampera i oczywiście przejechało cały dystans bez żadnej łachy.