No dobra, coś się ruszyło.
Auto ostatnimi siłami, gasnąc po kilka razy, wtoczyło się do garażu. Zacząłem od zdjęcia przodu, żeby zrobić sobie trochę miejsca - podejrzanym był rozrząd - zresztą i tak chciałem się pozbyć zużytych lamp i uszkodzonej atrapy.
Nowe części powoli zbierały się na podłodze - porządniejsze lampy, wypolerowane kierunkowskazy i tylna prawa lampa, atrapa, obudowa konsoli...
Rozrząd przejrzałem, przy okazji nieszczęśliwie uszkadzając dół obudowy. Poza tym - wszystko w porządku. Ruszyłem więc dalej, demontując kable, kopułkę i świece, a tutaj...
Czteroelektrodowe Bosch WR78X. To nie są odpowiednie świece do tego wozu - szczególnie, że potrafią narobić dużo bałaganu przy słabszej iskrze. Skonsultowałem z Maćkiem - podrzucił mi setup od Mateusza z naprawavolvo.pl . Wszystko udało się zamówić dość tanio - chyba 170 za komplet kable+świece+kopułka+palec. Oprócz tego, zabrałem się jeszcze za zwymiarowanie i wykonanie nowego "208" na lewe drzwi:
Dzisiaj rano wszystko przyjechało - do tego zegary na zapas, z działającym zerownikiem dziennego przebiegu (u mnie brakuje przycisku):
Natomiast to coś przyjechało razem z palcem rozdzielacza... i okazało się być prorocze, ale o tym za chwilę:
Instalacja świec i reszty przebiegła bez problemu, wyszło mniej-więcej tak:
Jeszcze akumulator, kluczyk w łapkę... i wyjeżdżamy o własnych siłach z garażu!
Co więcej, przepływomierz JEST wpięty w układ i silnik nie zdycha. A tego poprzednio nie było. Wóz pracuje ciszej, mniej szarpie. Światełko w tunelu...
Ale, ale. Wciskam gaz - po chwili strzał i mamy nowego papieża.
Dafuq is dat? Ok, może to syf z czasu, kiedy wóz jeździł na dwóch cylindrach... zobaczymy. Nie jest białe, więc nie UPG. Cuchnie jak zaraza. Zostawiłem wóz na wolnych obrotach, żeby sobie przepalał syf i zabrałem się za drzwi:
Ostatecznie, po ponad roku od wypadku, znowu mamy dwustronne 208!
Jeszcze kurs na górę posesji. Dalej dymi, ale idzie jak złe - wjedzie wszędzie, rwie kamienie spod kół, ogólnie żwawe i fajne. Przy zjeździe na dół zaczęła świecić się kontrolka oleju... ciekawe.
Podejście numer dwa - wieczór. Tym razem celem głównym było ogarnięcie świateł. Najpierw - odkurzanie pod lampami i przed chłodnicą, bo brudno tu i źle.
Chciałem też uruchomić dalekosiężne. Znalazłem spalony bezpiecznik - wymieniłem. Żarówki sprawdzone - działają. Przełączam guzik w kabinie - nic. Połączyłem kable na krótko - dalej nic. Tylko coś... śmierdzi. Jakby się paliło. Wyglądam z auta, a WTEM!
Okazuje się, że 208 miało na dachu lampy ostrzegawcze, końcówka wiązki pozostała - i właśnie się smaży. Na ten moment przełącznik wyleciał, kable są rozpięte, a ja muszę znaleźć sposób, jak ustalić, jakie lampy powinny trafić na dach. Póki co - zadawalam się założeniem lamp przednich i odkryciem, że dalekosiężne są od przekaźnikiem do długich:
Jeszcze próba odpalenia - i zonk, znowu idzie nierówno. Zaglądam pod maskę - przepływomierz spadł. Mam już go skręcać, gdy zauważam, że rura jest brudna. Czymś czarnobrązowym. Olej? Albo to, albo benzyna. Zdejmuję rurę i oto, co widzę:
Konsultuję z Maćkiem i chyba już wiem, co się dzieje. Olej sugeruje zatkaną odmę i ma to jakiś sens. Gdy dodaję mocno gazu, ciśnienie oleju w skrzyni korbowej wzrasta, a że odma nie trzyma, to wypluwa olej w dolot, ten leci na cylindry, auto krztusi się i pali benzyną mieszaną z olejem, wywołując malowniczy efekt... Czyli - jutro idziemy z rękawiczką i sprawdzamy, czy ją korek oleju zasysa, czy wypluwa. Jeśli wypluwa - to jest spora szansa, że wymiana odmy wystarczy, żeby przywrócić wóz do pełnej sprawności silnikowej. Co potem - elektryka zapewne. Nie ma prawego przedniego pozycyjnego, prawego przeciwmgłowego, świateł stopu, jeszcze dzisiaj siadły awaryjne. No super sprawa...