Z okazji 50-lecia modelu 240/260 przedstawiam krótką historię mojej kolejnej dwusetki, sprowadzonej ze stanów a konkretnie z miasta Tampa na Florydzie. Niektórzy z Was już widzieli to auto po renowacji na zlotach.
Auto za śmieszne 500 baksów po sprowadzeniu nie powalało wyglądem.

Lakier totalnie wypalony, podobnie kokpit i kierownica.
Na szczęście lampy przód i tył prawie nowe. Działa też klima.
Plastiki we wnętrzu o wytrzymałości ciasta francuskiego a na szybach sfioletowiała folia przyciemniająca nie dająca się usunąć bez drapania.
Po wybebeszeniu wnętrza, wywaleniu 5 kg piachu z pobliskiej MacDill Beach i zdjęciu zderzaków, lamp i listew trafił do lakiernika.
Cudownym widokiem był absolutny brak rdzy w typowych dla dwusetek miejscach.


Tu zwykle jest pełno rdzy i syfu.

U lakiernika:

Już po 14-sto miesięcznym pobycie u lakiernika

c.d.n.






