
Przez ręce przechodzą mi ostatnio spore ilości tylnonapędowych Volvo, kupowanych jako magazyny części. W tym całym bałaganie zdarza się jednak czasem sytuacja, że jakieś auto żal kasować - i tak było w przypadku rzeczonego samochodu. Historia zaczyna się w bodaj kwietniu 2021 roku. Trafiłem wtedy na FB na ciekawe ogłoszenie - zestaw trzech Volvo na sprzedaż, 744 belgijka, 244 z początku lat 80tych i późne 245. Szybko udało się nawiązać kontakt ze Sprzedającym, który auta przywiózł dwa lata wcześniej ze Szwecji, spod Arvidsjaur. Pracował on przy testach/pokazach samochodowych, a w rzeczonym miejscu znajduje się spory tor służący do testowania samochodów w ekstremalnych, zimowych warunkach. Wspólnie z kolegą ustalili, że od znajomego Szweda odkupią kilka aut - gość miał plac ze złomem, część jezdne, część nie, do latania po rowach w zimie - przywiozą do Polski, wyremontują i sprzedadzą w Szwecji za spore pieniądze. Plan wypalił częściowo - auta do Polski trafiły, stanęły na działce pod Krakowem i.... tyle. COVIDowa rzeczywistość oznaczała brak wyjazdów do Szwecji, kolega zajął się czymś innym, zostały auta, które z czasem zaczęły coraz bardziej przeszkadzać, bo działka była wynajęta, a jej właściciel zaczął marudzić, że bałagan, że złom, itepe. W międzyczasie kombi zamieniło się w skład części do rozbitej Fabii, czy innej Octavii. Po kilkunastu minutach oglądania pierdolnika udało się ustalić kwotę, za jaką całość może zmienić właściciela i tak oto na początku czerwca obudził mnie taki widok:

Czerwone auto przyjechało jako pierwsze i trafiło za garaż. Teoretycznie było nieruchomością. W sumie nie wyróżnia się niczym na pierwszy rzut oka - spatynowane kombi z popękanymi lampami...


Jak widać, ktoś dołożył wiewiórkoje*ce - to dość standardowa sprawa w SVE:

Wnętrze dość biedne, to chyba ekstremalnie podstawowa wersja.



Na dachu bagażnik z epoki:

Pod maską - B230F, sprzężone ze skrzynią M47.

Jest kilka fajnych naklejek z epoki:


Oraz zwłoki skody w bagażniku

Bałagan w środku - ale bałagan ciekawy, bo oprócz tego...

...jest też to:


Okazuje się, że aż do 2019 roku 240 służyło jako samochód lotniskowy w Arvidsjaur. Holowało specjalną przyczepę z aparaturą do testowania nawierzchni lotniskowej. Samochód rozpędzał się do 80-110 km/h, a instrumenty pomiarowe rejestrowały współczynnik tarcia. Całkiem fajna historia, jak na złom, prawda?
Uruchomienie auta zajęło kilka dni. Okazało się, że jest jakiś problem związany z przepływomierzem, albo lewym powietrzem. Po jego odpięciu da się "normalnie" jeździć. Samochód szybko został posprzątany i zamieniony w wóz serwisowy do pastwisk.




Samochód noce spędzał w hali maszyn...

...ale za dnia zdarzało się go zaparkować przed nią, co niestety - doprowadziło do wypadku.

Nie wiem, czy wyskoczył bieg, czy puścił ręczny - dość, że auto przejechało przez kliny i zjechało kilkanaście metrów w dół, blokując się na trzepaku. Niestety, trasę tę pokonało z otwartymi drzwiami i efekty były niewesołe.


Udało się przełożyć drzwi z czarno-żółtego sedana, ale jakoś straciłem zapał do pracy z samochodem. Niedługo potem skończył się sezon pastwiskowy, konie wyjechały w inne miejsce, a auto stanęło za stodołą. Stan taki trwał mniej więcej do lutego. Wtedy też żywot zakończył stajenny Land Rover Discovery, który praktycznie złamał się wpół (tzn. buda, rama była ok, ale na przykład drzwi odpadły). A ponieważ w tym roku trasa dojazdowa na pastwiska ulegnie zmianie, pojawił się pomysł, żeby wykorzystać poczciwe 240. Od kilku dni auto znowu jeździ, przewożąc towary z góry posesji na dół (i vice versa) i jest powoli kompletowane. Jeśli się uda, w przyszłym tygodniu pozyskam czerwone drzwi; póki co, powalczyłem trochę z lampą. Udało się tanio kupić przyzwoitą, ale nieco poobijaną i bardzo matową lampę tylną:

Została umyta, wyszlifowana i wypastowana.

Efekt - moim zdaniem przyzwoity.



W bagażniku znalazła się bardzo mocno połamana kieszeń drzwi... ale może i ją uda się odratować?

Plany na najbliższy czas? Zdobyć i zamontować drzwi kierowcy, wymienić boczki, bo mam ładny komplet boczków czarnych w zapasie. Muszę rozejrzeć się za jakimś szrotowym kombi, żeby pozyskać ładne fotele, tutaj mam dwukolorowy miszmasz (uszkodzone drzwi też nie były oryginalne - przełożono je z innej 240). Trzeba też ogarnąć tłumik końcowy (urwany), na zegarach - choinka (pewnie bezpieczniki, albo przekaźnik żarówek, bo same żarówki raczej ok), wymienić przednie lampy na nie-wypalone, uruchomić wiewiórkoje*ce, dołożyć drugi akumulator "just in case"... Mam też elegancką konsolę z zapalniczką, poszukam też sensownego 1-din radia z epoki. Wtedy można wjechać w pastwisko słuchając sobie Journey to the Island ze ścieżki dźwiękowej do "Parku Jurajskiego" i wykorzystać w spocie reklamowym. W końcu mieszkam już nie w Krakowie, a na Jurze...























