We wrześniu 2020 roku naszło mnie na kupno kolejnego Volvo, wtedy miało to być chyba trzecie, albo czwarte (miałem wtedy białego diesla, ale nie wiem, czy to było już po jego ostatniej awarii, po której wóz skończył w krzakach). Okazało się, że jest ktoś, kto miałby auto, na którym mi zależy: 760 kombi z roku 1988, w kolorze antracytowym - czyli Yaruzela w wersji kombi. Wóz został kupiony pięć lat wcześniej jako dawca do uszkodzonej w wypadku 960; przyczyną sprzedaży jako auto na części było podejrzenie uszkodzonej uszczelki pod głowicą. Poprzedni właściciel - w Niemczech - posiadał kilka różnych Volvo, porozrzucanych po niewielkim terenie (coś jak ja, ale amatorskie ilości) i chyba nie spodobało się to sąsiadom - stąd decyzja o wyczyszczeniu ogródka. Auto było zapuszczone, ale zasadniczo kompletne:








Generalnie - jeśli przymknąć oko na ciemne wnętrze, to jest to niemalże idealna kopia Yaruzela w wersji kombi, jedyną większą różnicą w wyposażeniu jest to, że zamiast nivomatów ma Monroe Levelling System - w wersji podstawowej, czyli z zegarem pod maską, ale bez kompresora i panelu sterowania. Szybko udało się dojść do porozumienia - samochód może być mój za zestaw części do naprawy tamtej 960 - i dopłatę. I tutaj zaczęły się problemy.
Pierwszy - zestaw części był bardzo, bardzo duży jeśli idzie o zajmowane miejsce, co wykluczało wzięcie jakiegokolwiek kombi;
Drugi - zapakowanie go do Grand Cherokee, choć możliwe, uniemożliwiłoby wzięcie przyczepy-lawety, bo nie mam prawa jazdy B+E - zostało wypożyczenie samej lawety;
Trzeci - wkrótce po ustaleniu, że chcę wziąć auto okazało się, że w przeciągu kilku miesięcy trzeba się wyprowadzić z Krakowa, co zmieniło priorytety;
Czwarty - wśród potrzebnych części były podłużnice w dobrym stanie, a te namierzyć było bardzo trudno.
I tak zaczęła się kilkuletnia zabawa, bo druga strona transakcji też nie miała czasu. Aż w pewnym momencie historia zatoczyła koło i po raz kolejny okazało się, że auto przeszkadza sąsiadom i musi szybko zniknąć. Cóż było robić - umówiliśmy się, że części ogarniemy przy okazji, a póki co poszukam transportu, który samochód przywiezie do domu. I tak oto pewnego dnia na parkingu pojawiło się auto zupełnie podobne do Yaruzela:

Generalnie stan się wiele nie zmienił od czasu, kiedy dostałem pierwsze zdjęcia - chyba jedyną różnicą było to, że przy załadunku doszło do uszkodzenia chłodnicy klimy i przewodów do niej dochodzących. Auto od ośmiu lat nie było odpalane i nie za bardzo dało się to zrobić - czyżby z głowicą było aż tak źle? Nope. Okazało się, że auto ma oryginalną kopułkę i palec sprzed 36 lat, w stanie agonalnym. Kopułkę udało się zdjąć - palec wymagał łamania na aparacie:

Z samą kopułką też było zabawnie, bo przysłany NOS Boscha okazał się być ordynarną chińszczyzną zapakowaną w pudełko Boscha, która nie działała poprawnie. Kupiłem komplet Beru - który wyglądał, jakby ktoś szlifował go ręcznie. Jeszcze świece Champion - i nagle auto zaczęło odpalać bez najmniejszego problemu. Chemiczny test UPG też nie wykazał żadnych problemów, co daje pewną nadzieję, że przyczyną uznania uszczelki za uszkodzoną był kompletny brak serwisu układu zapłonowego...
Na szczęście układ pneumatyczny był w znacznie lepszym stanie i amortyzatory dały się nabić:

Spód auta okazał się być miłym zaskoczeniem - poza małymi miejscami do poprawek, auto jest zdrowe i dobrze zabezpieczone:








Mając chwilę wolnego czasu dorzuciłem roletę - auto miało same mocowania:

W międzyczasie zdążył spaść śnieg, samochód kilka razy musiał być przestawiony i za każdym, razem ruszał bez problemu, mimo mrozów:

Kolejny do roboty był wydech. Niekompletny, a to, co nadawało się do użycia było zamontowane w fatalny sposób - vide spawany na kiść, nowy tłumik:


Jeszcze gorszym problemem była elektryka pod deską. Jaki był cel takiego cięcia - nie wiem. Wiem, że naprawa tego zajęła naprawdę duuuużo czasu.



Na szczęście w jednym dawcy znalazłem odpowiednią przejściówkę by Volvo...

... dzięki czemu w aucie mogły zagościć drewna i radio Phillips, które kiedyś trafiło do innego Volvo jeszcze u dealera. Przy okazji naprawiłem też podświetlenia:


Do kluczy dopiąłem bardzo fajny brelok, który wpadł przy okazji:

Udało się też skompletować kanapę 3 rzędu wraz z pasami, która teraz czeka sobie na montaż:

Dzięki OGROMNEJ pomocy @Maciek_4530 udało się też wymienić olej, chłodziwo, termostat i ogarnąć sporo drobnych pierdół, dzięki czemu wóz mógł legalnie włączyć się do ruchu:

Potem wizyta u mechanika, który pospawał dziurawą dwururkę, skompletował klimatyzację i samochód dostał w końcu białe tablice:

Wraz z nadejściem ciepłych dni do auta trafiły też koła Omega, które póki co siedziały na Potworze:

I chyba tyle na razie. Plany? Docelowo na pewno żółte blachy i legalny trzeci rząd siedzeń. Trzeba wymienić paski osprzętu bo widać i słychać, że się kończą. Auto czeka malowanie lewego tyłu - źle wykonana naprawa spowodowała wypadnięcie szyby, do tego pęka lakier na drzwiach i tylnym błotniku. Skrzynia ma tylko trzy biegi - pewnie solenoid się poddał, na szczęście mam zapasową. Mam też fotele przednie skórzane, z elektrycznym sterowaniem, tylko brakuje kanapy do kompletu, więc jeśli ktoś ma, to... przygarnę chętnie
PS. To nie jest moje drugie PRV, tylko trzecie. O tym drugim już niedługo napiszę parę słów...
PPS. Skąd Czesio? Żeby pasował do Yaruzela (bo Czesław Kiszczak). Do tego wóz wyciągnięty z martwych - jak Czesio z Włatców Móch. I generał Kiszczak, jeśli ktoś rzuci na niego Animate Dead ze spellslota czwartego poziomu (żeby okoliczni zmarli też wstali).
PPPS. Czemu cztery lata naliczają się dalej? Bo części dalej nie są przekazane...











